sobota, 9 lutego 2013

Część I


Przed drzwiami od mojego domu stała chyba cała moja rodzina. Już miałam się cofać, ale najwidoczniej moja mama tymi swoimi radarami zobaczyła mój samochód. Zaparkowałam na podjeździe, wzięłam torebkę i teczki z siedzenia pasażera, po czym wysiadłam.
- No nareszcie – mruknęła matka i zeszła po dwóch schodkach.
- Mogłaś chociaż zadzwonić, przyjechałabym szybciej – minęłam ją i całą resztę rodziny, która stała przed drzwiami. Każdy z nich coś trzymał. Czy to jakąś siatkę, czy pudełko obklejone kolorowym papierem. – Z tego co wiem to święta dopiero za dwa tygodnie.
- Za to twoje urodziny już jutro – uśmiechnęła się Kamila i jako pierwsza wparowała do środka.
No tak, nie ma to jak zapomnieć o własnych urodzinach, ale może to i lepiej. Z zeszłorocznymi urodzinami nie mam zbytnio dobrych wspomnień. Szczerze, to od tamtej pory nie miałam ochoty niczego świętować.
Gdy każdy z członków mojej rodziny wszedł do obszernego przedpokoju zamknęłam drzwi i jakoś między nimi się prześlizgując poszłam prosto do kuchni. Wpierw do pokoju weszła najmłodsza z sióstr, Kamila. Miała 19 lat, w tym roku pisała maturę, o której więcej mówiła niż się do niej przygotowywała. Następnie wszedł brat, który był o trzy lata straszy od Kamili, Jarek. W tym roku planował się jego ślub. Rodzice byli z niego tacy dumni. Zresztą, moja rodzicielka była szczęśliwa z każdego dziecka, oprócz mnie. Kolejnym dzieckiem byłam ja. 28 letnia Izabella. Prokurator. Zapatrzona jedynie w swoją pracę, jak to powiadali rodzice. Najstarszym z nas był Mariusz. Już 30 letni facet, mający żonę i dwójkę dzieci. Złote dziecko moich rodziców. Mariusz jest taki mądry, taki doskonały.
- Gdzie zapodziałeś Ilonę? – spytałam najstarszego brata, który stanął koło mnie, opierając się o blat wyspy.
- Poszła z dziećmi na spacer – wyjaśnił.
- Każdy kawę? – krzyknęłam, nalewając do czajnika wodę.
- Mi herbatę – odkrzyknęła mama, która była zajęta wyjmowaniem z siatek tych wszystkich swoich przesłodzonych ciast i konfitur. – Izuś, kiedy ty tu ostatnio sprzątałaś? Sam kurz na tym stole. Jak ty tu możesz cokolwiek jeść? Daj mi tu jakąś szmatkę.
Wtargnęła między mnie, a Mariusz i wyjęła z szuflady świeżą szmatkę. Dokładnie starła kurz ze stołu, a przy okazji z wazonu, oparć krzeseł i wszystkiego, na czym była choć odrobina brudu. Nawet gdybym próbowała coś z tym zrobić ona i tak dalej robiłaby swoje, dlatego darowałam sobie prośby i zajęłam się zdejmowaniem płaszcza. Rzuciłam go na krzesło i spojrzałam, co takiego przywiozła kochana mamusia.
- Po co tyle tego? – mruknęłam, wszystko dokładnie oglądając. – Nie mam czasu na robienie czegokolwiek w kuchni.
- Może powinnaś w końcu ten czas znaleźć – wtrącił się tata. – Najwyższy czas zająć się swoim prywatnym życiem, a nie tylko tym zawodowym. Taka piękna kobieta jak ty i nadal bez męża i dzieci.
- Zbyszek – zganiła go mama, choć wiedziałam, że chętnie by się przyłączyła do tej rozmowy, ale po kilku kłótniach chyba w końcu doszła do wniosku, że nic nie zmieni swoimi gadkami.
Machnął ręką i odwrócił wzrok w stronę okna. Westchnęłam i zabrałam płaszcz do przedpokoju. Zdjęłam też swoje czarne koturny, odłożyłam je na miejsce i zamiast nich ubrałam ciepłe kapcie a'la baletki. Gdybym na czas się nie odsunęła dostałabym nieźle drzwiami w głowę.
- Przepraszam – szepnęła Ilona, wchodząc do środka z wózkiem.
- Pomogę ci – otworzyłam szerzej drzwi i pociągnęłam za daszek wózka. – Miło cię widzieć.
- Ciebie też. Kasiu, chodź, ciocia jest – przywołała swoją starszą, a właściwie już czteroletnią córeczkę. – Przegapiłam coś?
- Nie, nic specjalnego się jeszcze nie działo. Telefon, został w samochodzie.
Po drodze przywitałam Kasię, która pobiegła prosto do domu. Usiadłam na miejscu kierowcy i spojrzałam na ten wielki dom, w którym mieszkała tylko jedna osoba. Po co mi aż cztery sypialnie? Chyba rodzice inaczej wyobrażali sobie mnie w przyszłości, dając mi w prezencie ten oto dom. Pojawił się właściwie przypadkiem. Tata dostał go w spadku, odremontował i przekazał mi. Niepotrzebnie. Teraz słyszę tylko, że nadal nie mam męża, dzieci. Przecież Mariusz już założył rodzinę, Jurek lada moment się ożeni, a za chwilę pojawią się kolejni członkowie rodziny. Tylko Kamila nic nie słyszy, ale gdyby zaszła w ciąże to na pewno rodzice skakaliby wokół niej ze szczęścia. Ja zaś w kółko słyszę cały czas to samo. Udaję, że mnie to nie wzrusza, bo tak naprawdę wpuszczam te słowa jednym uchem i za chwilę wypuszczam je drugim, nawet ich dokładnie nie analizując.
- Gdzieś ty tak długo była? – spytała mama, gdy weszłam do salonu.
- W samochodzie, szukałam telefonu – odparłam i usiadłam na fotelu.
- Dobrze, dobrze. Kochanie, jutro idziemy do restauracji. Mamy już zamówiony stolik, więc proszę cię. Weź sobie na jutro wolne – uśmiechnęła się ciepło mama. Ten uśmieszek pojawiał się tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie chciała. Tak jak teraz.
- Będę musiała iść do pracy, bo mam z samego rana rozprawę w sądzie. Będę najszybciej jak się da – odpowiedziałam, choć w głowie siedział mi kompletnie inny plan, który miałam zamiar zrealizować. 

3 komentarze: