Przed
drzwiami od mojego domu stała chyba cała moja rodzina. Już miałam się cofać,
ale najwidoczniej moja mama tymi swoimi radarami zobaczyła mój samochód.
Zaparkowałam na podjeździe, wzięłam torebkę i teczki z siedzenia pasażera, po
czym wysiadłam.
-
No nareszcie – mruknęła matka i zeszła po dwóch schodkach.
-
Mogłaś chociaż zadzwonić, przyjechałabym szybciej – minęłam ją i całą resztę rodziny,
która stała przed drzwiami. Każdy z nich coś trzymał. Czy to jakąś siatkę, czy
pudełko obklejone kolorowym papierem. – Z tego co wiem to święta dopiero za dwa
tygodnie.
-
Za to twoje urodziny już jutro – uśmiechnęła się Kamila i jako pierwsza
wparowała do środka.
No
tak, nie ma to jak zapomnieć o własnych urodzinach, ale może to i lepiej. Z
zeszłorocznymi urodzinami nie mam zbytnio dobrych wspomnień. Szczerze, to od
tamtej pory nie miałam ochoty niczego świętować.
Gdy
każdy z członków mojej rodziny wszedł do obszernego przedpokoju zamknęłam drzwi
i jakoś między nimi się prześlizgując poszłam prosto do kuchni. Wpierw do
pokoju weszła najmłodsza z sióstr, Kamila. Miała 19 lat, w tym roku pisała
maturę, o której więcej mówiła niż się do niej przygotowywała. Następnie wszedł
brat, który był o trzy lata straszy od Kamili, Jarek. W tym roku planował się
jego ślub. Rodzice byli z niego tacy dumni. Zresztą, moja rodzicielka była
szczęśliwa z każdego dziecka, oprócz mnie. Kolejnym dzieckiem byłam ja. 28 letnia
Izabella. Prokurator. Zapatrzona jedynie w swoją pracę, jak to powiadali
rodzice. Najstarszym z nas był Mariusz. Już 30 letni facet, mający żonę i
dwójkę dzieci. Złote dziecko moich rodziców. Mariusz jest taki mądry, taki
doskonały.
-
Gdzie zapodziałeś Ilonę? – spytałam najstarszego brata, który stanął koło mnie,
opierając się o blat wyspy.
-
Poszła z dziećmi na spacer – wyjaśnił.
-
Każdy kawę? – krzyknęłam, nalewając do czajnika wodę.
-
Mi herbatę – odkrzyknęła mama, która była zajęta wyjmowaniem z siatek tych
wszystkich swoich przesłodzonych ciast i konfitur. – Izuś, kiedy ty tu ostatnio
sprzątałaś? Sam kurz na tym stole. Jak ty tu możesz cokolwiek jeść? Daj mi tu
jakąś szmatkę.
Wtargnęła
między mnie, a Mariusz i wyjęła z szuflady świeżą szmatkę. Dokładnie starła
kurz ze stołu, a przy okazji z wazonu, oparć krzeseł i wszystkiego, na czym
była choć odrobina brudu. Nawet gdybym próbowała coś z tym zrobić ona i tak
dalej robiłaby swoje, dlatego darowałam sobie prośby i zajęłam się zdejmowaniem
płaszcza. Rzuciłam go na krzesło i spojrzałam, co takiego przywiozła kochana
mamusia.
-
Po co tyle tego? – mruknęłam, wszystko dokładnie oglądając. – Nie mam czasu na robienie
czegokolwiek w kuchni.
- Może
powinnaś w końcu ten czas znaleźć – wtrącił się tata. – Najwyższy czas zająć
się swoim prywatnym życiem, a nie tylko tym zawodowym. Taka piękna kobieta jak
ty i nadal bez męża i dzieci.
-
Zbyszek – zganiła go mama, choć wiedziałam, że chętnie by się przyłączyła do
tej rozmowy, ale po kilku kłótniach chyba w końcu doszła do wniosku, że nic nie
zmieni swoimi gadkami.
Machnął
ręką i odwrócił wzrok w stronę okna. Westchnęłam i zabrałam płaszcz do
przedpokoju. Zdjęłam też swoje czarne koturny, odłożyłam je na miejsce i zamiast nich ubrałam ciepłe kapcie a'la baletki. Gdybym
na czas się nie odsunęła dostałabym nieźle drzwiami w głowę.
-
Przepraszam – szepnęła Ilona, wchodząc do środka z wózkiem.
-
Pomogę ci – otworzyłam szerzej drzwi i pociągnęłam za daszek wózka. – Miło cię
widzieć.
-
Ciebie też. Kasiu, chodź, ciocia jest – przywołała swoją starszą, a właściwie
już czteroletnią córeczkę. – Przegapiłam coś?
-
Nie, nic specjalnego się jeszcze nie działo. Telefon, został w samochodzie.
Po
drodze przywitałam Kasię, która pobiegła prosto do domu. Usiadłam na miejscu
kierowcy i spojrzałam na ten wielki dom, w którym mieszkała tylko jedna osoba.
Po co mi aż cztery sypialnie? Chyba rodzice inaczej wyobrażali sobie mnie w
przyszłości, dając mi w prezencie ten oto dom. Pojawił się właściwie
przypadkiem. Tata dostał go w spadku, odremontował i przekazał mi.
Niepotrzebnie. Teraz słyszę tylko, że nadal nie mam męża, dzieci. Przecież
Mariusz już założył rodzinę, Jurek lada moment się ożeni, a za chwilę pojawią
się kolejni członkowie rodziny. Tylko Kamila nic nie słyszy, ale gdyby zaszła w
ciąże to na pewno rodzice skakaliby wokół niej ze szczęścia. Ja zaś w kółko
słyszę cały czas to samo. Udaję, że mnie to nie wzrusza, bo tak naprawdę
wpuszczam te słowa jednym uchem i za chwilę wypuszczam je drugim, nawet ich
dokładnie nie analizując.
-
Gdzieś ty tak długo była? – spytała mama, gdy weszłam do salonu.
-
W samochodzie, szukałam telefonu – odparłam i usiadłam na fotelu.
-
Dobrze, dobrze. Kochanie, jutro idziemy do restauracji. Mamy już zamówiony
stolik, więc proszę cię. Weź sobie na jutro wolne – uśmiechnęła się ciepło
mama. Ten uśmieszek pojawiał się tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie chciała. Tak
jak teraz.
- Będę
musiała iść do pracy, bo mam z samego rana rozprawę w sądzie. Będę najszybciej
jak się da – odpowiedziałam, choć w głowie siedział mi kompletnie inny plan,
który miałam zamiar zrealizować.
genialne :D zooye
OdpowiedzUsuńŚwietne, czekam na ciąg dalszy ;)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się. ;D Lola23
OdpowiedzUsuń